poniedziałek, 17 grudnia 2012

Wróżbita Maciej czyli co nam przyniesie 2013 rok?

Wróżbita Maciej we własnej osobie (www.interakcja.bo.pl)

Dawno, dawno temu pisałem o panie Jackowskim. Jako że zbliża się nowy rok postanowiłem pobawić się w jasnowidza i z ogryzka po jabłku wywróżyć co się stanie w przyszłym roku. Liczę na to, że moja sprawdzalność będzie o wiele wyższa niż w wypadku Jackowskiego. No to do roboty!

  • Zima zaskoczy drogowców
  • Katarzyna Waśniewska jeszcze niejeden raz pokaże się w mediach. Przewiduję jej występ w jury jakiegoś talent show TVN-u lub TVP2. 
  • będzie spore trzęsienie ziemi w Azji Południowo-Wschodniej
  • Smoleńsk wciąż będzie na czołówkach gazet
  • Seryjny samobójca zaatakuje niejeden raz
  • Odbędzie się kilka szczytów "ratunkowych" dla strefy euro, każdy zakończy się zapowiedzią następnego "szczytu ostatniej szansy"
  • Dojdzie do paru widowiskowych strzelanin w USA
  • PO wciąż będzie mieć poparcie ponad 25% wyborców
  • Disco polo będzie coraz popularniejsze, być może do Polsatu wróci program "Disco relax"
  • Seriale takie jak "Trudne sprawy" wciąż będą bić rekordy oglądalności
  • Gimnazjum i Liceum Akademickie w Toruniu będzie w czołówce rankingu "Rzeczpospolitej"
  • A UMK będzie wciąż w okolicach 5 miejsca jako uniwersytet
  • Wojna bydgosko-toruńska będzie trwać i nawet Gollob w KSA jej nie zażegna
  • Całbecki będzie lansować się na gęsinie
  • Bezrobocie wzrośnie do 15%
  • Będzie huragan w USA
  • Barca zaś będzie mistrzem Hiszpanii
  • Tusk pozostanie premierem
  • Borussia jeszcze niejeden raz zaskoczy
  • Dojdzie do kolejnej próby zamachu na internet
  • Tusk pozostanie premierem
  • A Jackowski znowu wdupi w sprawdzalności przepowiedni
  • W Grecji dzień jak co dzień: strajki i gonitwy z policją
  • Na drogach w czasie "Weekendu bez ofiar" zginie najwięcej ludzi w ciągu roku
  • Luty będzie miał 28 dni
  • Zidiocenie narodu polskiego będzie postępować
  • Będzie Marsz Niepodległości
  • i zadyma z policją
  • Kryzys będzie trwał
  • Adele wyda parę singli
  • Będzie susza albo powódź
  • Będziemy starsi o rok
Na zaś: do siego, wesołych i obyśmy się zobaczyli 22 grudnia.

sobota, 20 października 2012

Jak zaoszczędzić 15 zł?

Ostrzegam, że ten wpis zawierać może spojlery, mięso i przekleństwa. Jeszcze nie wiem co się pojawi ale któreś z tych na pewno.

Siedzę i paczam w telepudło na miks You Can Dance i Mam talent. Jak paczam na te dzieciaki, dziewczynki w wieki circa 10 lat w strojach pracownic Służb Obsługi Kierowców Ciężarówek na Leśnych Traktach co wygrały to nabiera mnie przekonani że ten program powinien nazywać się "Chwila dla pedofila" :D Wiem, zgryźliwy jestem i dopadła mnie prokrastynacja. Oraz schizy. Teraz przejdę do tematu.

Jak zaoszczędzić 15 zł?

Makaroniarze popełnili film "Bitwa pod Wiedniem". W oryginale nazywa się on "September Eleven" czy jakoś tak. Przypadek? Wątpię. Już plakat "Bitwy pod Wiedniem" sugeruje, że to niezły crap.
Oto plakat filmu Jerzego Hoffmana sprzed roku. Film ten osądzano od czci i wiary. Dziś wiem, że jeden można pobić rekordy głupoty. Bo zgodnie z hasłem pewnej firmy sportowej "Impossible is nothing". A teraz plakat "Bitwy pod Wiedniem". Kolejne dziwne podobieństwo, prawda?
 No więc na lekcji padło hasło by iść na film. Zaraz potem wypuszczono trailer, który osobiście mnie przeraził. Teraz zacytuję komentarz mojego autorstwa z wykopu:

- kaznodzieja z pastorałem Jana Pawła II
- Czarna Madonna pod Wiedniem
- plejada "gwiazd" typu Adamczyk czy Szyc w "superprodukcji"
- 300 tysięcy Turków doklejanych komputerowo
- sztandar z obecnym godłem Polski (!) i to odwróconym (!!)


W chwili pisania komentarza myślałem jeszcze "niech żywi nie tracą nadziei!". Może to będzie zdatne do obejrzenia? Jednak jak to zwykle bywa rezultat przerósł najśmielsze oczekiwanie. Temat zjebany równo.


Pomimo iż w klasie pojawiły się pewne obawy odnośnie filmu to poszliśmy ("bo nam historia odpadnie"). Nauczyciel w kinie też był zachwycony. Trzymał w ręku broszurki z kina zachęcające nauczyciela do wpisania filmu w program nauczania. Po paru godziniach miał dość wyjścia do kina na resztę roku. Jaki obraz epoki zapamiętają typiczni gimnazjaliści po obejrzeniu filmu?

- Leopold był pedziem
- Jan III Sobieski to cham, prostak i osoba niewywiązująca się z postanowień
- Europę uratował nie król Jasiu a Marek z Aviano z jakimś amuletem wspierany przez ducha oraz wilkopsa
- Wiedeń to nieduże miasto (nazywanie Złotym Jabłkiem - czaicie analogię?) stojące w szczerym polu
Bitwa odbyła się nie 12 a 11 września (bez komentarza)
- w bitwie wzięło udział 300k Turków (tak naprawdę 2 razy mniej)

No więc jesteśmy w kinie na seansie. Na miejscu parudziesięciu licealistów + 3 opiekunów + 3 osoby postronne. Jak się później okazało byli to wysocy przedstawiciele Kościoła z lokalnym biskupem na czele.

Najpierw reklamy. Wybuchy śmiechu choćby przy reklamie czekolady AMBER Gold zwiastowały to co miało się stać za chwilę.

Początek filmu i logo "Bitwa pod Wiedniem". Pierwsze skojarzenie - Ogniem i mieczem. Zaraz potem lot nad jakimiś górami. Oko moje wychwyciło że to są góry robione komputerowo na sprzęcie rodem sprzed 15 lat. I pierwsza scena: młody chłopak widzi jak Turcy zabijają jakiegoś rycerza i porywają młodą kobietę. Rycerz przed śmiercią daje dzieciakowi miecz, jak się później okazuje, z wyrytym imieniem dziadka. Zanosi go do domu i mówi coś w stylu "Mamo, jakiś ranny rycerz dał mi miecz. Idźcie ze mną". Idą a tam nie ma żadnych śladów. Kolejna scena toczy się kilkadziesiąt lat później - Marek z Aviano wyczuwa zagrożenie ze strony religii pokoju i dokonuje cudów. Następuje pierwszy wybuch śmiechu, gdy jakiś kaleka odcina nożem kawałek szaty zakonnika. Zaczyna robić się ciekawie.

Stambuł - znowu kiepsko zrenderowany i w każdej scenie wyglądający inaczej. Turcy obmyślają plan ataku na Europę. Pojawia się wątek "cudownego" ocalenia Kary Mustafy przez młodego Marka (kolejny dziwny "przypadek"). Młody Marek ochronił Karę Mustafę przed spadającym kamieniem i daje mu amulet z wilczym kłem. Motyw wilka będzie przewijał się do końca filmu. W wielu scenach tenże wilk, wyglądający graficznie niczym niedźwiadki z pierwszych reklam Coca-Coli sprzed 20 lat będzie się przewijał.

Wiedeń. Miasto z jedną tylko bramą, za którą jest kilometr pustego pola. Widocznie mieli za słabe komputery. Normalnie w tym miejscu powinny być jakieś chałupki i pola a nie kilka hektarów równej łąki. Cesarz Leopold, grany przez Adamczyka znanego w powszechnej świadomości z roli Papieża wygląda arcykomicznie. Nie chce mi się tego wyliczać. Towarzyszy mu Eleonora Lotaryńska (Bachleda-Curuś), która najpierw droczy się z zakonnikami przybywającymi do miasta z ostrzeżeniem, a chwilę później jest śmiertelnie chora. Jeśli ktoś liczy na to, że pani Farelka pokaże się z lepszej strony to jest w błędzie. No dobra, będzie przez chwilę rozebrana ale nie warto na to patrzeć ze względu na niesmaczność sceny. Otóż zapadła ona na jakąś chorobę wskutek której jej piersi zaczęły gnić (lol). Oczywiście jak trwoga to do... Marka z Aviano.

W rzeczywistości cesarz Leopold aż taką dramtyczną postacią nie był. Jak to powiedziała moja koleżanka "Polscy aktorzy idealnie nadają się do komedii". Tak jak przekoloryzowany Adamczyk właśnie.

To nie koniec polskiego wkładu. Według reklam główne role grali Szyc i Olbrychski. Tak naprawdę obu w czasie filmu nie widziałem (ponoć Olbrychski stał przy armatach i mówił "Ognia!", a Szyc zaginał w akcji). Jedynie Mecwałdowski, który jako Kulczycki doniósł cesarzowi list od Kary Mustafy i na tym jego rola się kończy jest nader wiarygodny. Reakcja cesarza na list ("O maj gaot" i spazmy - bezcenne).

Do granic wytrzymałości rozdmuchano rolę króla Sobieskiego. Tak naprawdę pojawia się w ostatnich 15 minutach filmu. A jak został przedstawiony? Jako sarmacki cham który nie pomoże cesarzowi. Tak naprawdę istniała umowa według której w razie gdyby Kraków i Wiedeń byłby w potrzebie druga strona by pomogła.

Wnętrze i widoki doklejane w blueboxie ale za to jakim! Jedna ze scen przedstawia naradę dowódców w czasie której z królem Polski obeszli się obcesowo. Na ścianie wisi obraz ze... Stanisławem Augustem Poniatowskim! Brawo!

W końcu, 15 minut przed końcem pojawia się król. Scena wciągania armat w czasie burzy. Koła lawet się ślizgają. Król pogania "Przecież król nie będzie ciągnął!". Co robi za chwilę król? Ciągnie armatę, która (oczywiście w zwolnionym tempie) stacza się i spada z góry. W tym właśnie momencie po kolejnej eksplozji śmiechu wtedy kiedy jest to niestosowne widowna zaczęła bić brawa.

Bitwa w filmie mająca miejsce dzień wcześniej. Mury atakuje kilkunastu chłopów. Robią to oczywiście nieduolnie. Wybuchy i strzały zrobione graficznie niczym z gier komputerowych końcówki lat 90.

A zakończenie to chyba jest z dupy wyjęte. W "Bitwie warszawskiej" to była przynajmniej scena w której wściekły Lenin strąca z mapy Europy czerwone chorągiewki. A tutaj jest "zabili go i uciekł" w wydaniu dosłownym. Wieszają Kara Mustafę i akcja się kończy. Prawie. Wilk towarzyszący zakonnikowy zamienia się w dziadka Marka. Epic win.

Jak ktoś podejdzie do filmu z poczuciem humoru lub przed obejrzeniem skręci lolka to nawet ujdzie. Reszcie - nie polecam, chyba że chcecie iść na komedię a nie na film historyczny. Poziom absurdu godny Monthy Pythona. Ponoć budżet wyniósł 12 mln euro. Trochę dołożyła się Polska Miedź. Pewno te 12 milionów poszło na dom dla tego konowało.

Zaoszczędźcie 15 zł! Nie idźcie na "Bitwę pod Wiedniem" i nie wspierajcie włoskich producentów ze szkółki niedzielnej.

Ten film miał być wyeksportowany do 50 państw. Ten film jest na poziomie "superprodukcji" puszczanych wieczorami w Telewizji Puls. Ten film pokazuje że Polacy po raz kolejni dali się wydymać idąc na "kooprodukcję" będąca kinem klasy G. Gdzie jesteś, Mel?

3/10








poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Kwiatkowski odkryty?

Dziś po raz n-ty leciał na Dwójce "Kwiatkowski". Kiedy go oglądałem pobieżnie przypomniał mi się artykuł z gazety regionalnej o żołnierzach wyklętych. Znalazła się tam obszerna wzmianka o postaci, która to najprawdopodobniej była pierwowzorem Kwiatkowskiego. Był to Wojciech Kossowski, "Sęk", działający tuż po zakończeniu wojny w rejonie Bydgoszczy. Uprzedzam, że finał tej historii był tragiczny. Natychmiast ruszyłem na poszukiwania papierowej gazety lecz tej nie znalazłem. Artykuł za to jest na stronie internetowej gazety. Wklejam go w całości, wyciąłem jedynie reklamy. Jest to treść płatna do której póki co mam dostęp więc korzystam z okazji i upubliczniam artykuł.

Straceni za wierność...

Dodano: 8 sierpnia 2012, 15:00 Autor: Hanka Sowińska, hanna.sowinska@pomorska.pl, 52 326 31 33

Pierwsza wystawa poświęcona "żołnierzom wyklętym" została zaprezentowana 1 marca 2012 r., na bydgoskim Starym Rynku. Jej autorką jest dr Alicja Paczoska-Hauke, historyk z Delegatury IPN w Bydgoszczy (fot. Jarosław Pruss)
Chodził w mundurze oficera Wojska Polskiego, okazywał fałszywe dokumenty funkcjonariusza bezpieki. Wkraczał do komisariatów MO i katowni UB. Filmowy pułkownik Kwiatkowski? Nie! To kpt. Wojciech Kossowski, ps. "Sęk", stracony w bydgoskim więzieniu jesienią 1946 roku. Jeden z tysięcy "żołnierzy wyklętych".

Wymazani z pamięci

O takich jak oni przez długie dziesięciolecia PRL historia milczała. Wtedy, gdy walczyli o wolność i suwerenność (i jeszcze długo potem) byli "zaplutymi karłami reakcji" i "członkami reakcyjnych band".

Wiele uczyniono, by ich wymazać ze zbiorowej pamięci...

Dowodów nie trzeba daleko szukać. Wystarczy sięgnąć do wydanej w latach 60. 13-tomowej encyklopedii PWN. Pod hasłem "Wolność i Niezawisłość" (WiN) czytamy:
"Nielegalna organizacja polityczna powstała we wrześniu 1945 r. na bazie rozwiązanej Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj (...), opierała się na elementach reakcyjnych obozu londyńskiego. Wobec nikłych efektów działalności politycznej aktywizowała się zbrojnie, mordując działaczy partyjnych i państwowych".

W latach 70. PWN przygotował pięciotomową Encyklopedię Powszechną. Pod hasłem "Podziemie zbrojne w Polsce w latach 1944-1948" jest następujące objaśnienie:
"Kontrrewolucyjne ugrupowania i organizacje zbrojne działające w kraju po wyzwoleniu, zmierzające do obalenia władzy ludowej i przywrócenia rządów burżuazyjno-obszarniczych. (...) Bandy zbrojne dokonywały napadów na instytucje państwowe i partyjne (...), prowadziły wrogą propagandę, szpiegostwo i dywersję".

Co zrobić z taką "literaturą" ? Spalić? Nie! Zostawić, jako dowód na historyczne kłamstwa.

Kossowski, partyzant wybitny!

Gdyby w "Armii Czerwonej ujrzał sprzymierzeńca wyzwalającego Polskę spod okupacji hitlerowskiej, a w Polakach, którzy z nią współpracowali zobaczył nie wrogów lecz braci" (z uzasadnienia sądu, który wydał negatywną opinię w sprawie ułaskawienia kpt. Wojciecha Kossowskiego) to z pewnością nie znalazłby się w celi śmierci.

"Los zakpił ze mnie okrutnie. Prędzej spodziewałbym się własnego udziału w defiladzie zwycięstwa niż tego, że stanę przed polskim plutonem egzekucyjnym" - pisał Kossowski w liście pożegnalnym do żony.

Małgorzatę Muzalewską poznał dwa lata wcześniej. Ich znajomość trwała zaledwie kilka dni. Mimo to Małgorzata zdecydowała się wyjść za mąż za skazanego już na śmierć kapitana. Ślub odbył się w bydgoskim więzieniu na Wałach Jagiellońskich.

Według prof. Zdzisława Biegańskiego, historyka z UKW, w okresie niemieckiej okupacji Kossowski należał do grona wybitnych partyzantów. Działalność w podziemiu rozpoczął niedługo po klęsce wrześniowej. W 1942 roku, na rozkaz Komendy Głównej Armii Krajowej trafił na Lubelszczyznę, gdzie przeprowadził kilka brawurowych akcji bojowych. Między innymi wysadzał pociągi, szturmował posterunki niemieckiej żandarmerii. W 1943 roku rozbił więzienie w Biłgoraju, uwalniając 70 osób. Jeszcze lepszy efekt przyniósł atak na więzienie w Janowie Lubelskim, z którego oswobodził 180 (!) Polaków.

Za nieprzeciętną odwagę odznaczony był Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych.

W czasie wojny w Warszawie kpt. Kossowski stracił najbliższych. W styczniu 1945 r. na polecenie Kedywu (pion AK przeznaczony do prowadzenia akcji bojowych i dywersyjnych) przyjechał do Bydgoszczy z zadaniem zbierania informacji o prześladowaniach akowców i ewentualnej im pomocy.

Czy misja, z jaką przybył do miasta nad Brdą, mogła się udać?

Z więzienia pod sąd polowy, sowiecki!

"Sęp" chodził w mundurze oficera WP. Z fałszywych papierów, które posiadał, wynikało, że jest funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Napisane w języku rosyjskim zaświadczenie uprawniało go do "składania wizyt" na posterunkach MO i UB.

Pewnego dnia w jednym z komisariatów spotkał znajomego z partyzantki. Od niego dowiedział się o 7 akowcach trzymanych w więzieniu w Koronowie, którzy mają iść pod sąd polowy NKWD. Droga konwoju wiodła przez Bydgoszcz. Tę okoliczność wykorzystali zarówno aresztanci, jak i Kossowski.

W mieszkaniu należącym do Floriana Dutkiewicza (był jednym z siedmiu przewożonych akowców) znaleźli się i więźniowie, i eskortujący ich milicjanci. To tam pojawił się kpt. Kossowski. Nie był sam. Towarzyszyła mu trójka milicjantów, kolegów Dutkiewicza jeszcze z czasów wspólnej walki w szeregach AK. Kossowski, posługując się fałszywymi papierami, wylegitymował funkcjonariuszy MO. Ci zaś pokazali mu list, z którego wynikało, że zatrzymani "faszyści-akowcy mają trafić pod sąd radziecki i zostać rozstrzelani" (taką wersję przedstawiono na procesie).

Co w tej sytuacji zrobił Kossowski? Najpierw zaapelował do milicjantów, by puścili więźniów, a gdy ci się nie zgodzili, rozkazał sprowadzić wszystkich do lokalu przy ul. Śniadeckich 41. Tam ich rozbrojono, poprowadzono do piwnicy i rozstrzelano. Najpierw dwóch, do których strzelał Zygmunt Domeradzki, trzeci milicjant pojawił się nieco później. Kilka strzałów oddał w jego kierunku Dutkiewicz, ale go nie zabił. Tym, który dobił ciężko rannego milicjanta był Ludwik Augustyniak.

Wrogiem demokracji nigdy nie był!

Augustyniak, rocznik 1898 walczył w powstaniu wielkopolskim. W okresie międzywojennym był podoficerem zawodowym. W 1939 roku bronił m.in. Warszawy; był dwukrotnie ranny. W AK, do której przystąpił po zwolnieniu z obozu Mauthausen, był wywiadowcą.

Na skutek donosu do NKWD został aresztowany 23 lutego 1945 r. Wraz z grupą bydgoskich akowców znalazł się w więzieniu w Koronowie, z którego miał trafić pod sąd polowy Armii Czerwonej.

Cała trójka - Kossowski (przez krótki czas należał do WiN-u), Augustyniak i Dutkiewicz - została aresztowana przez bydgoskie UB w kwietniu 1946 r. Sądzono ich razem z wieloma innymi członkami wydziału bezpieczeństwa pomorskiego WiN.

Nie było to przypadkowe działanie. W ocenie prof. Biegańskiego "w ten sposób pokazano społeczeństwu, że organizacja ta nie tylko rozgrywa walkę z przeciwnikiem politycznymi metodami, ale dopuszcza się również zbrodni".

Rozprawa przed Wojskowym Sądem Rejonowym zakończyła się wydaniem we wrześniu 1946 r. trzech wyroków śmierci. Na nic zdały się prośby o ułaskawienie pisane przez rodziny skazanych do "Dostojnika Państwa Polskiego". Bolesław Bierut nie uznał za właściwe darowanie życia żołnierzom, z którymi los i historia tak okrutnie się obeszły.

"Mąż wrogiem demokracji nigdy nie był. Nie zabieraj nam Obywatelu Prezydencie męża i ojca. Daj mu oglądać tę wolność, do której tak wzdychał, której taki bardzo pragnął" - błagała Bieruta Józefa Dutkiewicz, żona Floriana (w czasie niemieckiej okupacji pracował na kolei, działał w bydgoskich strukturach AK).

Wyrok został wykonany 27 listopada 1946 r.

Na jednej z plansz ekspozycji IPN, poświęconej "żołnierzom wyklętym" można było zobaczyć członków zbrojnego oddziału Jerzego Gadzinowskiego "Szarego". (fot. Fot. Jarosław Pruss)

Kcyńska kryje prochy żołnierzy wyklętych

W latach 90., z inicjatywy Okręgu Bydgoskiego Światowego Związku Żołnierzy AK na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Kcyńskiej w Bydgoszczy pojawiła się symboliczna mogiła "żołnierzy wyklętych".

- Na tym cmentarzu pogrzebanych zostało kilkudziesięciu członków zbrojnego niepodległościowego podziemia antykomunistycznego, na których wykonano wyroki śmierci w więzieniu na Wałach Jagiellońskich. Tylko kilku ma imienne mogiły. W toku badań udało mi się ustalić 47 nazwisk ofiar. Oceniam, że może tu spoczywać nawet 70 "żołnierzy wyklętych" - mówi dr Alicja Paczoska-Hauke, historyk z Delegatury IPN w Bydgoszczy.

Wiadomo na pewno, że w latach 1946-1955 bydgoski Wojskowy Sąd Rejonowy wydał 101 wyroków śmierci; wykonanych zostało 41.

- Najwięcej w całym regionie - podkreśla historyk. - To tu skazano na najwyższy wymiar kary członków oddziału kpt. Leona Mellera "Jędrusia", tu sądzono i postawiono przed plutonem egzekucyjnym 19-letniego Jerzego Gadzinowskiego "Szarego" i jeszcze sześć osób z jego oddziału. Tu spoczywa również pięciu żołnierzy od "Tarzana". Na ich ślad natrafiłam przeglądając księgi cmentarne. Ktoś, kto je prowadził, pod datą 17 stycznia 1946 roku "przeskoczył" przez pięć kolejnych rubryk. Dzięki zachowanym aktom procesowym wiem, że tego dnia rozstrzelano pięciu akowców. Z pojedynczych ofiar jest tu pochowany m.in. Tadeusz Stankiewicz, ps. "Ćwiek". Pochodził z Kresów, zakładał akowską konspirację w więzieniu w Koronowie. Jest też kilka osób, które zostały oskarżone o szpiegostwo - przykładem Zbigniew Rostek.

Przeżyła Auschwitz, zmarła w więzieniu

Niespodzianką dla historyka IPN było odkrycie pierwszej kobiety, której szczątki są na Kcyńskiej. To Irena Kotulska.

- Nic o niej wcześniej nie wiedziałam. Udało mi się ustalić, że pochodziła Warszawy, z rodziny ziemiańskiej. Aresztowana razem z mężem w 1943 roku, przeżyła Auschwitz. Wiem, że była pielęgniarką.

W 1945 r. Kotulska została zwerbowana przez WUBP, w związku ze swoimi wyjazdami zagranicznymi. - Aresztowano ją trzy lata później i oskarżono o szpiegostwo. Rozprawa toczyła się przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie. Zapadł wyrok śmierci. Bierut ją ułaskawił, choć ona o łaskę nie występowała. Karę odbywała w Fordonie i Inowrocławiu, gdzie zmarła 13 grudnia 1953 r. Dlaczego nie pochowano jej w Inowrocławiu? Chciano zatrzeć ślady - podkreśla dr Paczoska-Hauke.

Od autorki: przygotowując tekst korzystałam m.in. z książki Zdzisława Biegańskiego "W smudze kainowego cienia. Skazani na śmierć przez sądy wojskowe na obszarze województwa pomorskiego (bydgoskiego) w latach 1945-1954", Bydgoszcz 2000

http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120808/ALBUMY01/120729282

wtorek, 14 sierpnia 2012

Obiecałem sobie i...

Kiedy spotkałem Sz. osobiście w Olsztynie powiedziałem mu o swoim planie. Swoją przygodę z "Losami Żołnierza" skończyłem ale chcę pomóc innym. Otóż tegoroczna edycja to "O Niepodległość i granice Rzeczypospolitej". Okres 1887 - 1922. Mój ulubiony. I przy okazji najszczęśliwszy bo w czasie gdy zaliczyłem kolejkę z tą edycją właśnie osiągnąłem największy sukces w "Losach...".

Mój koncept jest taki. Jak juz wspomniałem koniec z "Losami" ale przecież mogę pomóc innym pasjonatom.

Jak?

Otóż znalazłem się poprzez nauczycielkę w posiadaniu płytki na której był zawarty CAŁY materiał tej edycji. Zdjęcia, filmy, daty, mapy, bitwy, stroje, wirtualna wycieczka po MWP, biografie. Słowem - wszystko co jest potrzebne na jednej płytce. Zadaniem moim jest znaleźć płytę (a gdzieś mam ją ukrytą) i udostępnić publiczności na jakimś serwerze otwartym.

Właśnie zacząłem poszukiwania. I znalazłem. Coś innego, ale związanego z konkursem.

Fotogaleria i 8-minutowy film z finału XIII edycji Konkursu Historycznego i Olimpiada (!) Losy...

Produkcja - Studio Filmowe Domu Żołnierza Polskiego

Pamiętam, że z jakiegoś powodu nie chciałem oglądać nagrania. Tak jak większości rzeczy zawierających mój wizerunek utrwalony nie moją ręką.

Powód się przypomniał. Otóż na filmie widać mój epicki fail.

Kamera, akcja! Epicki Fail 2008 by pivo
Czy to ptak czy też samolot nadchodzi?

Kilka sekund później...

Następnych kilka sekund później. W międzyczasie zaszła drobna zmiana.
Uwaga, uwaga, nadchodzi...

On jeszcze nie wie...

Już wie...

Urokiem osobistym potrafił wybrnąć z wpadki ale to były zupełnie inne czasy kiedy głowa była mniej zaprzątnięta i nie myslało się (ani nie wiedziało się) o paru sprawach.

pivo - tradycje nieogaru od 2008 (jak nie wcześniej ;-)

W momencie wrzucania zdjęć znalazła się rzeczona płyta.

Na niej były bonusy takie jak zdjęcia z jednego wesela, tapeki i mp3 do telefonów, moje archiwa. Niestety nie mogę sprawdzić zawartości. Nieużywany i domontowany zresztą stary i sfatygowany napęd CD wypluwa płytę. Przeglądanie i ewentualne wrzucanie odkłada się do września. Sprawa jednak ma dojść do skutku.

Bo jak ja się na coś uwezmę to nie ma zmiłuj. Jak już coś się zaczęło to musi się skończyć.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Hit Biało-Czerwonych

Uwaga, a teraz post, który miał być opublikowany 3 maja 2012 roku. Miał być, ale wpadł w międzyczasie w jakąś dziurę czasoprzestrzenną i dopiero teraz zapoznałem się z jego treścią.

Jakoś nie trawię runu na robienie "hymnów" na mistrzostwa świata czy Europie w piłce nożnej. Mundial 2010 miał ze trzy piosenki: "Wavin' Flag", która najbardziej mi się podobała, "Oh Africa" czyli licencjonowaną piosenkę Pepsi z Akonem i "Waka Waka". Podobnie rzecz się ma z Euro 2012. Są już dwie piosenki - "Endless Summer" Oceany i piosenka z reklam Coca-Coli od Gogol Bordello (swoją drogą, ich fani uważają występ dla komercyjnej korporacji za wielki wstyd). Jakby tego było mało - losy EURO są niepewne. Pomijam paradoksalną troskę wielkich tego świata (wraz z co tu dużo mówić - dywersją w wykonaniu Prezesa) o dawną właścicielkę najlepszej fryzury w światku politycznym i fakt, iż nagle zaczęli ją wykazywać po zamachach w jednym z miast na Ukrainie. Czyżby naczytali się "Upału"?

Wróćmy do rzeczy. Jedna ze stacji radiowych ogłosiła konkurs na piosenkę jaka będzie grana na meczach Polaków. Znając życie będą to zapewne trzy mecze, choć szanse na wyjście z grupy są i nadzieja umiera ostatnia. Do konkursu trafiło kilka piosenek. Wśród nich odgrzewany kotlet Wilków z 2008 roku. I one - zespół Jarzębina.

Ja je zobaczyłem i zobaczyłem, mówiąc modnie, ich stylówę przypomniały mi się sympatyczne rosyjskie Buranowskie Babuszki z Eurowizji.
Tak to się robi w Rosji...

czwartek, 26 kwietnia 2012

Już się zmierzcha

Dochodzi godzina 21. Wróciłem do swoich włości. Na 18 dni. Matury. 9 maja będę musiał przenocować w mieście, ale przeżyję to. Właśnie wróciłem ze spaceru. Wiosna jest piękna. Nawet w mieście, bo pomimo wyziewów ulicznych można poczuć jak pachną krzewy i co najważniejsze - można zobaczyś soczystą zieleń,  Kuriozalnie pomimo tak zwanego globalnego ocieplenia kwiecień był zimny i zazieleniło się ze sporym opóźnieniem. Ciekawe co tym sądzą dyżurni eksperci różnej maści dla mediów. Wiosna w mieście jest piękna, ale jak wracałem stamtąd to nie mogłem się doczekać powrotu do siebie. Piękna zieleń, pąki kwiatów, cieplutko. Zapada zmrok, w oddali (jakieś 400 metrów dalej) u sąsiadów bawią się małe dzieci. Tam zawsze jest wesoło, choć ludzie tam mieszkający są biedni. Gra muzyczka, psy szczekają, brzęczy piła. Z bagnien dochodzi miarowe buczenie. Nawet teraz, siedząc w domu jakieś 300 metrów od bagien słyszę je dobrze. To pożywka dla różnych podań. Kto wie, może to jakiś wodnik buczeniem wywołuje białogłowy do siebie? I co najważniejsze - piękne niebo i cisza. Dla mnie jako socjofoba to warunki wymarzone. Myślę, że miejsce zamieszkania mogło mieć wpływ na moją wrażliwość. Poranki, letnie wschody słońca, mgły - czaicie to? W Toruniu, gdzie ludzi mrowie ciężko odtworzyć takie warunki. Owszem, mieszkanie na wsi takiej jak moja ma wady. Po pierwsze mieszkam tuż obok jej skraju - zaraz za naszymi zabudowaniami wrony zawracają, po drugie nie sposób przeoczyć robactwa latającego w powietrzu. Ale jakoś to przeżyje. Walory estetyczne wygrywają. A to dopiero początek, zaraz będzie maj - mój ulubiony miesiąc.

JAK JA K***A KOCHAM TĄ PORĘ ROKU!

niedziela, 8 kwietnia 2012

Rozwiązanie zagadki

Po długim maraźmie nowy post. I rozwiązanie "zagadki". To co określiłem w nierówności

PR4>Radio Roxy>Eska Rock>Antyradio

nazwałem "nierównością ostrości", "prawem Czerwcowego". Otóż mamy tu poszeregowane stacje radiowe przy uwzględnieniu kryterium ostrości muzyki. A więc:

PR4: hip-hop, dubstep, dnb, alternatywna elektronika, wtorkowe "Rockowe DJ Pasmo" często jest rockowe jeno z nazwy
Radio Roxy: to samo co w Czwórce ale mają zacięcie co ich broni
Eska Rock: obecnie postawiłbym tutaj równość lub zmienił ich pozycję. Miało na to wpływ zniknięcie programu "W ciężkim stanie".
Antyradio: najostrzejsza muzyka, krew, mięcho, szatan!

niedziela, 4 marca 2012

Żałoba Show, odcinek kolejny

I znowu mamy show medialne. I znowu Faktoidy będą nas raczyły historyjkami z cyklu "Oszukać przeznaczenie". I znowu to będzie temat do wałkowania przez media przez następny tydzień (patrz sprawy Madzi i soli). Jedno jest pewne: akcja była sprawna, a miejsce wypadku to zadupie. Potwierdzam, jechałem tą trasą dwa tygodnie temu.

Instytucja żałoby narodowej powinna wchodzić w moim zdaniem tylko w następujących wypadkach:

a) śmierć zasłużonej osoby dla kraju
b) wypadek z >100 ofiarami (jak na polskie warunki spora ilość)
c) wypadek z <100 ofiarami, jeśli wśród nich były ważne osobistości tudzież wojskowi

Prezydent Kaczyński skutecznie zdewaluował instytucję żałoby narodowej. Doszło już do tego, że gdy dochodziło do wypadku w którym było >10 ofiar spierano się, za ile godzin będzie decyzja o narodowym smutkowaniu i kto przybędzie pierwszy na miejsce katastrofy: Tusk limuzyną czy Kaczyński samolotem. Aż w końcu żałoba była naprawdę potrzebna...

Szkoda, że prezydent Komorowski zaczyna postępować jak poprzednić. Tylko jakie on ma kryterium do ogłaszania decyzji? Czy czołowe zderzenie pociągów było bardziej widowiskowe od jakże prozaicznego wypadku, w którym zginęło 18 rolników? Czy oni byli mniej ważni? Biedota, pewnie głosowali na Prezesa. Skoro tak to nie ma sensu po nich płakać-tak postrzegam filozofię elity. Komorowski pewno nie chciał zepsuć narodowi świąt nieogłaszając "dwudniówki" po kilku polskich żołnierzach z wojny w Afganistanie (nie łudźmy, tam trwa wojna).

Ja zaś pier**lę konwenanse i nie będe smutkować. Puszcze sobie jakąś kozacką muzykę na cały regulator. Niech inni słyszą jaki jest mój stosunek do show żałobnego.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Coming soon...

Powstańmy. Dordzy Państwo, nowy mem rodzi się. Ja zaś zapraszam przed telewizory bo za chwilę na TVP1 rozpocznie się odcinek Klanu otwierający czarną serię. I dowiemy się jakie jest dokończenie hasła "Krótsze życie każdego Rysia to...".

niedziela, 19 lutego 2012

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Sztyrlic

Stirlitz po przebudzeniu wyjrzał przez okno. Na dworze po raz pierwszy tej zimy było biało. Jak tak dalej pójdzie to w Zakopanem będzie raz dwa - pomyślał w tym czasie myśląc o swoim kurierze oddalającym się z lawiną. Zaraz potem zajrzał do internetu. Wyniki rankingu szkół ponadgimnazjalnych bardzo go ucieszyły. Dziś w szkole święto. Zjedzie się telewizja, będzie konferencja prasowa. Oby tylko nikomu nic głupiego nie strzeliło do głowy - pomyślał Stirlitz zamykając laptopa.

niedziela, 1 stycznia 2012

„Odtworzeniówka” lekiem na całe zło?


Cytat na dziś: Czego oczy nie widzą tego dupie nie jest żal.

No i mamy 2012 rok i oficjalnie pierwszy post na blogu w tym roku. Już na wstępie przepraszam, że dla wielu może to być tl;dr ale sprawa jest niemałej wagi.

Ma to być rok przełomowy dla procesu tak zwanej cyfryzacji w Polsce. Dla niezorientowanych: nowa jakość, rezygnacja z naziemnej analogowej transmisji sygnału telewizyjnego na rzecz cyfrowej w wyższej jakości i „bajerami”. To jest owa nowa era reklamowana w spotach ze Smokiem Analogiem które zresztą nie zawierają niestety konkretów. Nie wszyscy siedzą w Internecie i są na bieżąco. Już teraz można tam przeczytać, że 94% Polaków jest w zasięgu DVB-T, ale…

Oto sytuacja z życia. W ostatnim pisałem o pendrivie i o tym jak jego zawartość paszła piździec. Poza tym sylwester upłynął spokojnie, o północy zgodnie z zapowiedziami była potężna strzelanina i zgodnie z zapowiedziami i opowieściami babci urwało komuś w okolicy rękę. Zdarza się. Dziś o 14.45 (post był pisany na sucho około godziny 14) jest powtórka sylwestra z Polsatu (MUX 2), który chciałem nagrać. I tu mamy problem, bo oto w TVP1 (MUX 3) lecą skoki, które są stałym punktem weekendu u mojej rodzicielki tak samo jak PM. Wtedy musi panować absolutna cisza i nie wolno dotykać się do sprzętu czyli z ewentualnego nagrywania odcinków Sondy nici. Ze sportów lansowanych w telewizorni lubię Formułę 1, piłkę ręczną i siatkówkę. Względnie skoki i piłka kopana. W każdym razie choćbym chciał nagrać ów ostatni moment 2011 r. to nie nagram bo Polsat jest w innym MUX-ie niż TVP. Włączenie nagrania w Polsacie oznacza ni mniej ni więcej tylko tyle, że na TVN, TV4 i inne komercyjne stacje będę mógł przełączyć a na publiczne działające na innej częstotliwości już nie. Na ekranie czarne tło i tajemniczy napis na niebieskim tle „NAGRAJ”. To samo ma miejsce, gdy nagrywamy coś z TVP1 i chcemy przerzucić się na TVN.

Owe 94% Polaków jest w zasięgu MUX 2, czyli paczki zawierającej programy komercyjne z nieszczęsnym Pulsem 2 i równie intrygującym TV6 na czele, choć i tam pojawi się coś ciekawego. Wielu jojczy, że nie ma TVP w cyfrowej jakości. Obecny zasięg MUX 3 jest kadłubkowy. Sama paczka z kanałami TVP jest śmieszna. Drugie Info można przeżyć. Telewizja Łódź jest ciekawsza od TVP Warszawa zwanego przeze mnie WOT-em (dawna nazwa z lat 90). Jest w bród propagandówek czyli programów okraszonych planszami, że są finansowane ze środków UE, województwa, miasta i tak dalej ale ramówka i tak wypada lepiej. Nawet oprawa graficzna z nawiązaniem do historii jest lepsza od tej warszawskiej, choć są wpadki, na przykład osławione ŁWD z ich grafiką ekranową. Wielu domorosłych grafików z YouTuba czy fór robi lepsze belki z zegarkiem. A TVP Polonia jest nie wiem po co. Chyba po to, by nie było wątpliwości, że wszystkie miejsca w paczce są zajęte. Zawsze chciałem wybierać, na jakim kanale miałbym oglądać Wiadomości których chyba zaprzestanę oglądać gdy Małcużyński wróci do dziennikowego PRL style. Ci co są w zasięgu MUX-1 zapewne byli wczoraj wieczorem wniebowzięci. W sześciu stacjach na 20 dostępnych orędzie noworoczne Prezydenta. Nic tylko wybierać czy w zdublowanych Jedynce oraz Info czy też w Polonii. Dziękuję Ci, Telewizjo Polska! Czasem niech będzie czegoś mniej, lecz w lepszej jakości.

Wróćmy jednak do problemu mojego i wielu widzów. Myślę, że cyfryzacja w naszym kraju wyglądałaby inaczej, gdyby został stworzony multipleks „odtworzeniowy”. Polegałoby to na tym, że na jednej częstotliwości dublowane byłyby kanały dostępne obecnie w systemie analogowym. Zasięg czołowych kanałów TVP i stacji komercyjnych byłby równomierny. Uniknęlibyśmy także paru wpadek takich jak Puls 2 zajmujący miejsce (ja bym do czasu uruchomienia stacji wyłączył sygnał i uzyskane bitrate dał innym kanałom, byłyby to śladowe wartości ale zawsze coś) czy tragiczny wypadek na pechowym Trzeciewcu który opóźnił start „dwójki” o parę ładnych tygodni. Firma Emitel ma uruchomić w krótkim czasie (koniec maja) kilkadziesiąt nadajników. Obawiam się, że przy uruchamianiu takiej ilości nadajników w tak krótkim czasie może dojść do wpadki. Ja bym to rozłożył w czasie od początku kwietnia do końca maja.

Skład „odtworzeniówki” wyglądałby tak: TVP1, TVP2, TVP Info (lokalna wersja odpowiednia dla danego województwa bez bryków w stylu TVP Gorzów w Koszalinie), Polsat, TVN, TV4, TV Puls.

Jak multipleks odtworzeniowy miałby osiągnąć zasięg ogólnopolski? To proste. Miałby on być emitowany na częstotliwościach MUX-u 2 (stacje prywatne) obejmującego niemal cały kraj.
Jakie byłyby z tego profity? Równomierne pokrycie sygnałem zarówno przez Publiczną jak i TVN, Polsat czy Puls (winner procesu cyfryzacji w Polsce), rozwiązanie mojego problemu, radość ludzi, pokój na Ziemi, zwycięstwo z gło… Oh wait…

No dobra, a co z pozostałymi outsiderami? Drugi mux (celowo piszę z małej litery dla rozróżnienia) na 8 stacji miałby być nadawany na częstotliwościach obecnego MUX-u 1. A jego skład wyglądałby tak: TVP Kultura, TVP Historia, Polsat Sport News, TVN Siedem, TTV, TV6, Eska TV, (nieszczęsne ale to już temat do innego posta) Polo TV.

Jak widać nagle cud się stał. Zamiast trzech MUX-ów są dwa muxy. Celowo pominąłem kanał ATM i Puls 2, które są póki co stacjami enigmatycznymi. Nie ma też TVP Polonii, która jest z definicji dla Polaków poza krajem i jest jedną ze stacji powtórkowych, jak Seriale, których niektórzy tak się domagają. Ale dla tych byłoby miejsce w kolejnym muxie działającym na falach MUX-3, którego przypuszczalnego składu już nie analizowałem. W każdym razie tam mogłaby się znaleźć zapowiadana na Euro emisja w wysokiej rozdzielczości. Uważam że po zakończeniu procesu cyfryzacji powinno być miejsce na 7 DARMOWYCH multipleksów przy czym jeden z nich powinien być przeznaczony na emisję w HD. Trącąc komuną powiem: Bo nam się to należy. 3D nie chcę, dla mnie to pic. Przecież Francuzi z jakiegoś powodu muszą kończyć emisję w trój wymiarze.

Wielu lobbowało za takim odtworzeniowym wariantem, który jest sam w sobie podstawą do budowy DVB-T w Polsce. Jeśli komercyjni nadawcy się wyrobili i mają większy zasięg od TVP to o czymś świadczy. Wśród lobbystów optujących za „odtworzeniówką” był vari z forum Radio Polski znany ze swoich barwnych opowiadań o telekomunikacji. Tylko że teraz już jest wszystko przyklepane ustawą i mamy musztardę po obiedzie a teoretycznie się nie da. Teoretycznie, bo dla Emitela taka de facto migracja kanałów między MUX-ami to tylko wciśnięcie paru guzików. To, że Polsat zrobił promocję i przez parę godzin w całej Polsce w lutym nadawał w HD to też właśnie owe „parę guzików”.

Polska to dziwny kraj. I nad wyraz bogaty jak widać po tym jak wiele domów zdobią czarne lub białe talerze. Niestety, ale wciąż zbyt wielu ludzi daje się robić w Coco Jambo platformom płacąc jak za zboże za kanały, których zawartość często budzi wątpliwości. Pociesza fakt, że niektóre kablówki są jeszcze gorsze. Płatna naziemna cyfrówka to strzał w stopę. W DVB-T nigdy nie będzie HBO czy jakiegoś Discovery, ale powinno być zamiennikiem platformy z przyzwoitą zawartością i ograniczeniem ilości odpadów zajmujących częstotliwość. Na pohybel eNce, Jedynemu Takiemu i Liczbowemu Polszatanowi!

A wspomnianego na początku momentu i tak nie nagrałem. Chociaż obejrzałem w końcu tą powtórkę to oglądając jak piosenka z godziny 1 (Big Cyc) poprzedza północ dałem sobie siana i zrezygnowałem. Montażyści chyba dopijali szampany z nocy. Dżemu też nie było. Zresztą i tak ktoś to wrzuci na YT.