Jakoś nie trawię runu na robienie "hymnów" na mistrzostwa świata czy Europie w piłce nożnej. Mundial 2010 miał ze trzy piosenki: "Wavin' Flag", która najbardziej mi się podobała, "Oh Africa" czyli licencjonowaną piosenkę Pepsi z Akonem i "Waka Waka". Podobnie rzecz się ma z Euro 2012. Są już dwie piosenki - "Endless Summer" Oceany i piosenka z reklam Coca-Coli od Gogol Bordello (swoją drogą, ich fani uważają występ dla komercyjnej korporacji za wielki wstyd). Jakby tego było mało - losy EURO są niepewne. Pomijam paradoksalną troskę wielkich tego świata (wraz z co tu dużo mówić - dywersją w wykonaniu Prezesa) o dawną właścicielkę najlepszej fryzury w światku politycznym i fakt, iż nagle zaczęli ją wykazywać po zamachach w jednym z miast na Ukrainie. Czyżby naczytali się "Upału"?
Wróćmy do rzeczy. Jedna ze stacji radiowych ogłosiła konkurs na piosenkę jaka będzie grana na meczach Polaków. Znając życie będą to zapewne trzy mecze, choć szanse na wyjście z grupy są i nadzieja umiera ostatnia. Do konkursu trafiło kilka piosenek. Wśród nich odgrzewany kotlet Wilków z 2008 roku. I one - zespół Jarzębina.
Ja je zobaczyłem i zobaczyłem, mówiąc modnie, ich stylówę przypomniały mi się sympatyczne rosyjskie Buranowskie Babuszki z Eurowizji.
Tak to się robi w Rosji...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz