czwartek, 26 kwietnia 2012

Już się zmierzcha

Dochodzi godzina 21. Wróciłem do swoich włości. Na 18 dni. Matury. 9 maja będę musiał przenocować w mieście, ale przeżyję to. Właśnie wróciłem ze spaceru. Wiosna jest piękna. Nawet w mieście, bo pomimo wyziewów ulicznych można poczuć jak pachną krzewy i co najważniejsze - można zobaczyś soczystą zieleń,  Kuriozalnie pomimo tak zwanego globalnego ocieplenia kwiecień był zimny i zazieleniło się ze sporym opóźnieniem. Ciekawe co tym sądzą dyżurni eksperci różnej maści dla mediów. Wiosna w mieście jest piękna, ale jak wracałem stamtąd to nie mogłem się doczekać powrotu do siebie. Piękna zieleń, pąki kwiatów, cieplutko. Zapada zmrok, w oddali (jakieś 400 metrów dalej) u sąsiadów bawią się małe dzieci. Tam zawsze jest wesoło, choć ludzie tam mieszkający są biedni. Gra muzyczka, psy szczekają, brzęczy piła. Z bagnien dochodzi miarowe buczenie. Nawet teraz, siedząc w domu jakieś 300 metrów od bagien słyszę je dobrze. To pożywka dla różnych podań. Kto wie, może to jakiś wodnik buczeniem wywołuje białogłowy do siebie? I co najważniejsze - piękne niebo i cisza. Dla mnie jako socjofoba to warunki wymarzone. Myślę, że miejsce zamieszkania mogło mieć wpływ na moją wrażliwość. Poranki, letnie wschody słońca, mgły - czaicie to? W Toruniu, gdzie ludzi mrowie ciężko odtworzyć takie warunki. Owszem, mieszkanie na wsi takiej jak moja ma wady. Po pierwsze mieszkam tuż obok jej skraju - zaraz za naszymi zabudowaniami wrony zawracają, po drugie nie sposób przeoczyć robactwa latającego w powietrzu. Ale jakoś to przeżyje. Walory estetyczne wygrywają. A to dopiero początek, zaraz będzie maj - mój ulubiony miesiąc.

JAK JA K***A KOCHAM TĄ PORĘ ROKU!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz