Ostrzegam, że ten wpis zawierać może spojlery, mięso i przekleństwa. Jeszcze nie wiem co się pojawi ale któreś z tych na pewno.
Siedzę i paczam w telepudło na miks You Can Dance i Mam talent. Jak paczam na te dzieciaki, dziewczynki w wieki circa 10 lat w strojach pracownic Służb Obsługi Kierowców Ciężarówek na Leśnych Traktach co wygrały to nabiera mnie przekonani że ten program powinien nazywać się "Chwila dla pedofila" :D Wiem, zgryźliwy jestem i dopadła mnie prokrastynacja. Oraz schizy. Teraz przejdę do tematu.
Jak zaoszczędzić 15 zł?
Makaroniarze popełnili film "Bitwa pod Wiedniem". W oryginale nazywa się on "September Eleven" czy jakoś tak. Przypadek? Wątpię. Już plakat "Bitwy pod Wiedniem" sugeruje, że to niezły crap.
Oto plakat filmu Jerzego Hoffmana sprzed roku. Film ten osądzano od czci i wiary. Dziś wiem, że jeden można pobić rekordy głupoty. Bo zgodnie z hasłem pewnej firmy sportowej "Impossible is nothing". A teraz plakat "Bitwy pod Wiedniem". Kolejne dziwne podobieństwo, prawda?
No więc na lekcji padło hasło by iść na film. Zaraz potem wypuszczono trailer, który osobiście mnie przeraził. Teraz zacytuję komentarz mojego autorstwa z wykopu:
- kaznodzieja z pastorałem Jana Pawła II
- Czarna Madonna pod Wiedniem
- plejada "gwiazd" typu Adamczyk czy Szyc w "superprodukcji"
- 300 tysięcy Turków doklejanych komputerowo
- sztandar z obecnym godłem Polski (!) i to odwróconym (!!)
W chwili pisania komentarza myślałem jeszcze "niech żywi nie tracą nadziei!". Może to będzie zdatne do obejrzenia? Jednak jak to zwykle bywa rezultat przerósł najśmielsze oczekiwanie. Temat zjebany równo.
Pomimo iż w klasie pojawiły się pewne obawy odnośnie filmu to poszliśmy ("bo nam historia odpadnie"). Nauczyciel w kinie też był zachwycony. Trzymał w ręku broszurki z kina zachęcające nauczyciela do wpisania filmu w program nauczania. Po paru godziniach miał dość wyjścia do kina na resztę roku. Jaki obraz epoki zapamiętają typiczni gimnazjaliści po obejrzeniu filmu?
- Leopold był pedziem
- Jan III Sobieski to cham, prostak i osoba niewywiązująca się z postanowień
- Europę uratował nie król Jasiu a Marek z Aviano z jakimś amuletem wspierany przez ducha oraz wilkopsa
- Wiedeń to nieduże miasto (nazywanie Złotym Jabłkiem - czaicie analogię?) stojące w szczerym polu
- Bitwa odbyła się nie 12 a 11 września (bez komentarza)
- w bitwie wzięło udział 300k Turków (tak naprawdę 2 razy mniej)
No więc jesteśmy w kinie na seansie. Na miejscu parudziesięciu licealistów + 3 opiekunów + 3 osoby postronne. Jak się później okazało byli to wysocy przedstawiciele Kościoła z lokalnym biskupem na czele.
Najpierw reklamy. Wybuchy śmiechu choćby przy reklamie czekolady AMBER Gold zwiastowały to co miało się stać za chwilę.
Początek filmu i logo "Bitwa pod Wiedniem". Pierwsze skojarzenie - Ogniem i mieczem. Zaraz potem lot nad jakimiś górami. Oko moje wychwyciło że to są góry robione komputerowo na sprzęcie rodem sprzed 15 lat. I pierwsza scena: młody chłopak widzi jak Turcy zabijają jakiegoś rycerza i porywają młodą kobietę. Rycerz przed śmiercią daje dzieciakowi miecz, jak się później okazuje, z wyrytym imieniem dziadka. Zanosi go do domu i mówi coś w stylu "Mamo, jakiś ranny rycerz dał mi miecz. Idźcie ze mną". Idą a tam nie ma żadnych śladów. Kolejna scena toczy się kilkadziesiąt lat później - Marek z Aviano wyczuwa zagrożenie ze strony religii pokoju i dokonuje cudów. Następuje pierwszy wybuch śmiechu, gdy jakiś kaleka odcina nożem kawałek szaty zakonnika. Zaczyna robić się ciekawie.
Stambuł - znowu kiepsko zrenderowany i w każdej scenie wyglądający inaczej. Turcy obmyślają plan ataku na Europę. Pojawia się wątek "cudownego" ocalenia Kary Mustafy przez młodego Marka (kolejny dziwny "przypadek"). Młody Marek ochronił Karę Mustafę przed spadającym kamieniem i daje mu amulet z wilczym kłem. Motyw wilka będzie przewijał się do końca filmu. W wielu scenach tenże wilk, wyglądający graficznie niczym niedźwiadki z pierwszych reklam Coca-Coli sprzed 20 lat będzie się przewijał.
Wiedeń. Miasto z jedną tylko bramą, za którą jest kilometr pustego pola. Widocznie mieli za słabe komputery. Normalnie w tym miejscu powinny być jakieś chałupki i pola a nie kilka hektarów równej łąki. Cesarz Leopold, grany przez Adamczyka znanego w powszechnej świadomości z roli Papieża wygląda arcykomicznie. Nie chce mi się tego wyliczać. Towarzyszy mu Eleonora Lotaryńska (Bachleda-Curuś), która najpierw droczy się z zakonnikami przybywającymi do miasta z ostrzeżeniem, a chwilę później jest śmiertelnie chora. Jeśli ktoś liczy na to, że pani Farelka pokaże się z lepszej strony to jest w błędzie. No dobra, będzie przez chwilę rozebrana ale nie warto na to patrzeć ze względu na niesmaczność sceny. Otóż zapadła ona na jakąś chorobę wskutek której jej piersi zaczęły gnić (lol). Oczywiście jak trwoga to do... Marka z Aviano.
W rzeczywistości cesarz Leopold aż taką dramtyczną postacią nie był. Jak to powiedziała moja koleżanka "Polscy aktorzy idealnie nadają się do komedii". Tak jak przekoloryzowany Adamczyk właśnie.
To nie koniec polskiego wkładu. Według reklam główne role grali Szyc i Olbrychski. Tak naprawdę obu w czasie filmu nie widziałem (ponoć Olbrychski stał przy armatach i mówił "Ognia!", a Szyc zaginał w akcji). Jedynie Mecwałdowski, który jako Kulczycki doniósł cesarzowi list od Kary Mustafy i na tym jego rola się kończy jest nader wiarygodny. Reakcja cesarza na list ("O maj gaot" i spazmy - bezcenne).
Do granic wytrzymałości rozdmuchano rolę króla Sobieskiego. Tak naprawdę pojawia się w ostatnich 15 minutach filmu. A jak został przedstawiony? Jako sarmacki cham który nie pomoże cesarzowi. Tak naprawdę istniała umowa według której w razie gdyby Kraków i Wiedeń byłby w potrzebie druga strona by pomogła.
Wnętrze i widoki doklejane w blueboxie ale za to jakim! Jedna ze scen przedstawia naradę dowódców w czasie której z królem Polski obeszli się obcesowo. Na ścianie wisi obraz ze... Stanisławem Augustem Poniatowskim! Brawo!
W końcu, 15 minut przed końcem pojawia się król. Scena wciągania armat w czasie burzy. Koła lawet się ślizgają. Król pogania "Przecież król nie będzie ciągnął!". Co robi za chwilę król? Ciągnie armatę, która (oczywiście w zwolnionym tempie) stacza się i spada z góry. W tym właśnie momencie po kolejnej eksplozji śmiechu wtedy kiedy jest to niestosowne widowna zaczęła bić brawa.
Bitwa w filmie mająca miejsce dzień wcześniej. Mury atakuje kilkunastu chłopów. Robią to oczywiście nieduolnie. Wybuchy i strzały zrobione graficznie niczym z gier komputerowych końcówki lat 90.
A zakończenie to chyba jest z dupy wyjęte. W "Bitwie warszawskiej" to była przynajmniej scena w której wściekły Lenin strąca z mapy Europy czerwone chorągiewki. A tutaj jest "zabili go i uciekł" w wydaniu dosłownym. Wieszają Kara Mustafę i akcja się kończy. Prawie. Wilk towarzyszący zakonnikowy zamienia się w dziadka Marka. Epic win.
Jak ktoś podejdzie do filmu z poczuciem humoru lub przed obejrzeniem skręci lolka to nawet ujdzie. Reszcie - nie polecam, chyba że chcecie iść na komedię a nie na film historyczny. Poziom absurdu godny Monthy Pythona. Ponoć budżet wyniósł 12 mln euro. Trochę dołożyła się Polska Miedź. Pewno te 12 milionów poszło na dom dla tego konowało.
Zaoszczędźcie 15 zł! Nie idźcie na "Bitwę pod Wiedniem" i nie wspierajcie włoskich producentów ze szkółki niedzielnej.
Ten film miał być wyeksportowany do 50 państw. Ten film jest na poziomie "superprodukcji" puszczanych wieczorami w Telewizji Puls. Ten film pokazuje że Polacy po raz kolejni dali się wydymać idąc na "kooprodukcję" będąca kinem klasy G. Gdzie jesteś, Mel?
3/10