niedziela, 13 lipca 2014

Ślady historii na wyciągnięcie ręki

W ostatni piątek wybrałem się na przejażdżkę rowerową, ot tak. Nawet się nie przebierałem a wziąłem rower i ruszyłem prosto przed siebie. Moja okolica obfituje w szereg ciekawych miejsc które można zaliczyć w wycieczkach pieszych i rowerowych. Choć jestem miejscowy to wciąż odkrywam te miejsca na nowo i one mnie zaskakują. Rok temu robiłem objazd wokół Jeziora Orłowskiego, teraz zdecydowałem się na eksplorację południowego brzegu. Chciałem zobaczyć miejsca, które widziałem po raz ostatni kilka lub kilkanaście lat temu. Pamiętam z dzieciństwa wyjazdy na dzikie plaże nad południowym brzegiem. Aby tam się dostać trzeba było przejechać przez las ponad ćwierć kilometra. Potem auto się zostawiało na polance i szło stromą ścieżką jeszcze kilkadziesiąt metrów. Po drodze był pewien wydeptany rów...

Jest sześć wejść na jezioro, większość z nich jest przykryta drzewami poza dwoma najchętniej uczęszczanymi. Drogi, co mnie zaskoczyło, pomimo braku popularności jeszcze nie zarosły. I tak objeżdżałem każde wejście starając się podejść jak najbliżej brzegu. Nie zawsze jest to łatwe bo z dwóch wejść nie ma dostępu do brzegu, jest on zarośnięty. W dodatku od tafli wody do ostatniego punktu przed skarpą (zwykle ponad 50 m) jest kilkanaście metrów w górę, przez co jest to strome zejście. Przy wejściu do drugiego wejścia w oczy rzucił mi się ów rów. Domyśliłem się jaką on kryje historię lecz wolałem poczekać na potwierdzenie. Od czasów poprzedniej obserwacji dzieli mnie już nie tylko kilkanaście lat a wiedza historyczna. Na wiele otaczających mnie rzeczy patrzę przez pryzmat historii. W końcu objechałem kolejne wejście, potem jeszcze jedno i jeszcze jedno. Moje przypuszczenia były słuszne. Istnienie tego rowu wzdłuż brzegu nie jest dziełem przypadku a on prawdopodobnie teraz obchodzi stulecie istnienia.

Przenieśmy się sto lat wstecz. Jest rok 1914, antagonizmy pomiędzy państwami europejskimi osiągają masę krytyczną. Na ziemiach polskich lud modli się o wojnę między zaborcami. W końcu wydarzenia w Sarajewie działają jak katalizator i na przełomie lipca i sierpnia na przeciw siebie stają potęgi Imperium Rosyjskiego i Niemiec. Przypominam, że jesteśmy na zachodniej rubieży Kongresówki, ponad 50 kilometrów od kordonu. Wtedy właśnie powstał ów rów. Wojskowi rosyjscy chcieli wykorzystać ukształtowanie Pojezierza Dobrzyńskiego w celach obronnych. Pełno tutaj jest jezior, wzgórz morenowych, wzniesień i obniżeń oraz lasów. Prawdziwe odludzie. Do tego dochodziło celowe zapóźnianie cywilizacyjne terenu pogranicza przez Rosjan poprzez nierozbudowywanie infrastruktury. Nie było tutaj dobrych dróg, nie było tutaj przemysłu i kolei a prawdziwa mazowiecka bieda.

Czy o te jezioro stoczono potyczkę? Nie jestem pewien, bowiem Niemcom niestraszne było czekające ich pustkowie i ci zajęli te tereny bez ciężkich walk jeszcze w 1914. Jednakże ślady wydarzeń sprzed stu lat są dobrze widoczne i dziś mimo upływu czasu. Rów jest szeroki na ponad 1,5 metra a głęboki na ponad metr, sto lat temu z pewnością był jeszcze głębszy. Znajduje się on tuż przed skarpą dzięki czemu była z niego dobra widoczność na to co jest na drugim brzegu. Nie jest łatwo przejść wzdłuż rowu bo tylko na odcinku kilkudziesięciu metrów jest poprowadzona ścieżka. Jedna z nich zaczyna się na Harcówce (duża leśna plaża na południowo-wschodnim brzegu jeziora, ostatnio zbudowano tam leśny parking), wychodzi z niej ścieżka. Musimy kierować się w lewą stronę i iść wzdłuż brzegu.

Naprawdę zachęcam do eksplorowania otaczającego nas terenu nie tylko pod kątem wrażeń estetycznych ale także pod kątem historii. Jest wiele miejsc z których nie zdajemy sobie sprawy, że stanowią element czegoś ważnego. Sam chciałbym, aby ten rów został uporządkowany, aby wytyczono ścieżkę i żeby wykorzystano także pierwszą wojnę światową w promocji regionu. Widziałbym tabliczki z informacjami na temat umocnień oraz ścieżkę wzdłuż.

Na koniec załączam parę fotek. Robiłem je kartoflem bo nie miałem nic innego pod ręką ale widać na nich stuletnie umocnienia.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz