Jako że lubię jeździć na rowerze to latem w miarę możliwości jeździłem sobie. No i pewnego niedzielnego wieczora odbyłem przejażdżkę nieco inną niż zwykle bo to była pętla wokół jednego z okolicznych jezior. I tak trafiłem do miejscowości na skraju. Z jednej strony jezioro, z drugiej ogromny kompleks leśny, do najbliższej miejscowości jakieś 2 km choć i ona na uboczu leży. Miejsce zapuszczone i z dala od cywilizacji. Jak się mieszka w takim miejscu to ma się tylko jedna wyjście - można stąd tylko uciec. I tak zrobiła część mieszkańców wsi: młodzi uciekli albo do okolicznych miejscowości, albo do miast albo za granicę. I wszyscy oni raczej tu nie wrócą bo do czego? Mi się przypomina sen przypominający apokaliptyczną wizję miejsca "daleko od szosy". Pamiętam z tego snu obrazki rodem z rejonu Prypeci i rozmowę ze sklepową z której wynikało że starsi umarli a młodsi wyjechali...
Ja też pochodzę z takiego miejsca daleko od szosy choć w moim wypadku sytuacja jest lepsza bo pomimo iż się mieszka na skraju strefy osiedleńczej i za moimi plecami są kilometry lasów, pól czy nieużytków to pod ręką względnie duża wieś z 1,5 tysiąca mieszkańców, z paroma sklepami, supermarketem, dwoma bankami (trzema jeśli dodamy Bank Pocztowy), apteką, dwoma przychodniami, autobusami (ostatni do większego miasta o 16, do pobliskiego miasteczka o 19 [oba już bez powrotu] a w niedzielę pekaesy wcale nie jeżdżą lecz cieszmy się z tego co mamy) orlikiem, kompleksem sportowo-kulturalnym i zespołem szkół od przedszkola do gimnazjum. Mimo to marzyłem by stąd uciec. Najpierw do pobliskiego miasta, potem do Warszawy albo za granicę. Mi akurat podobają się Czechy. Teraz znowu myślę o stolicy a teraz jestem bliżej tego celu niż kiedykolwiek a moje starania o ucieczkę stąd zdaje się że zmierzają do końca.
Spełnienia marzeń w nowym roku i szampańskiej zabawy w sylwestra życzę. W bonusie fotki z sierpniowej przejażdżki i piosenka na zabawę sylwestrową.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz